Zastanawiałam się co by tu pokazać i wczoraj w nagłym przypływie natchnienia przymierzyłam sukienkę, którą uszyłam na chrzciny potomka. Od tego czasu minęło półtora roku. Dobra wiadomość jest taka, że mimo kilku dodatkowych kilogramów przybranych tej zimy, wciąż się w nią mieszczę. Ale skoro jest dobra wiadomość to musi być też ta gorsza. Niestety jakoś dziwnie pozmieniały mi się proporcje ;-) Z biustu pospływało wszystko do pasa :-/ Jestem genetycznym jabłkiem i brzuch to pierwsze miejsce gdzie przybieram. Ale nie użalam się nad sobą, bo przyszła wiosna i co zbędne trzeba będzie stracić.
A sukienkę uszyłam wg projektu Burdy (nie wiem której, nie mogę znaleźć tego numeru, ale jak znajdę to dopiszę). Nie przemyślałam dokładnie wykroju i rękawy kompletnie nie pasują do mojej sylwetki - poszerzają ramiona. Ale myślę że jakoś je przerobię i sukienkę jeszcze czasem włożę.
Tu widać dobrze rękawki, jak u cioci Krysi (z szacunkiem do wszystkich Kryś), koniecznie do zmiany.
Sukienka jest w kolorze bordowym, na zdjęciach wyszła malinowa. Tak to jest, kiedy fotografuje się w kiepskich warunkach, samemu :-/
A propos wiosny, mam ochotę uszyć sobie jakiś płaszczyk, albo kurtkę. Tylko nie wiem czy znajdę odpowiednią tkaninę w rozsądnej cenie.
Pozdrawiam słonecznie!





super, tylko rękawy średnio mi się podobają :)
OdpowiedzUsuń