W miniony weekend wybrałam się do swojej rodzinki. Niedaleko znajduje się przeogromny ciucholand (jest na prawdę duży, chcąc wszystko przejrzeć potrzeba by całego dnia). Musiałam go zaliczyć, bowiem cierpię na brak jeansów. Ostatnia wyjściowa para trochę się skurczyła... chyba w praniu ;-)
Kiedy już dotarłam na miejsce, potarłam oczy ze zdumienia. Gdy byłam tam ostatnio, ponad rok temu, przestrzeń była duża. Ale teraz... jak hala sportowa! cała w ciuchach! Na szukaniu i przymierzaniu spodni spędziłam 1,5 godziny. Na szczęście udało mi się wybrać dwie pary. Później szybciutko przeleciałam bluzki, żakiety, spódnice, na dziecięcym prawie biegałam. Udało mi się znaleźć dwie bluzeczki, plus jedną wyszukała moja mama. Być może to niedużo, ale staram się wybierać tylko te rzeczy, które są w dobrym stanie.
Wyszłam zadowolona. Kilka rzeczy za 27 zł to na prawdę udane łowy.
A oto moje zdobycze (spodnie uprane, suszą się jeszcze):
Pozdrawiam!




Chętnie splądrowałabym jakiś szmateks. Niestety, nie mam takich możliwości. Powodzenia w blogowaniu!:)
OdpowiedzUsuńDziękuję :-)
Usuń